Parlamentarzyści ze Świętochłowic. Kiedyś byli, czy jeszcze będą?

AR 210219505

Od wielu lat nie było w polskim parlamencie nikogo ze Świętochłowic. Ostatni poseł, a raczej posłanka wywodziła się jeszcze z "postkomuny". Czy nasze miasto zasługuje na to, aby mieć swojego przedstawiciela w sejmie lub w senacie?

Parlamentarzysta, czyli poseł, to wybrany do sejmu, do senatu lub eurodeputowany, tzn. wybrany do parlamentu europejskiego. Poseł to przedstawiciel wyborców swego okręgu, wybrany z reguły w wyborach powszechnych. Jednak nader często deputowany zapomina o tych, którzy go wybrali i prezentuje poglądy ugrupowania, z którego startował.

Liczba członków parlamentu waha się w zależności od wielkości państwa i tradycji od kilkudziesięciu (np. 25-osobowy Landtag w Liechtensteinie) do nawet kilku tysięcy (np. 2984-osobowe Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych w ChRL). Liczba parlamentarzystów z reguły jest określona przez konstytucje, lecz zdarzają się wyjątki (np. amerykański Kongres). Izby niższe parlamentów są liczniejsze od izb wyższych.

W Polsce mamy 611 parlamentarzystów, a precyzyjniej to 460 posłów, 100 senatorów i 51 eurodeputowanych.

Parlamentarzyści ze Świętochłowic w latach zamierzchłych?

Sięgnijmy do przeszłości. Otóż od 21 maja do 5 grudnia 1848 roku działało Pruskie Zgromadzenie Narodowe, do którego posłem był Maciej Białas, który w1848 roku został wybrany na posła (razem z Kowaczem z sąsiednich Hajduk). Wiemy tylko, że był sołtysem i podobno wywodził się z Świętochłowic. Samo Zgromadzenie działało krótko, a zostało zniesione dekretem królewskim. Konstytucja Prus powołała w to miejsce dwuizbowy parlament – Landtag, który składał się z izby niższej, zwanej od 1885 Izbą Posłów (Abgeordnetenhaus) i izby wyższej, od 1855 Izby Panów (Herrenhaus).

Czasy PRL

Posłowie z Świętochłowic ponownie pojawili się dopiero w czasach PRL. Wtedy regularnie organizowano wybory do organów władzy przedstawicielskiej (do Sejmu i Rad Narodowych), które nie miały jednak wiele wspólnego z demokratycznymi procedurami. Pod głosowanie poddawano tylko jedną listę wyborczą. W 1952 roku była to lista Frontu Narodowego, w latach 1957–80 Frontu Jedności Narodu, a w 1985 roku Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego. Lista posłów znana była więc już przed wyborami. Projektowano ją według klucza politycznego i społeczno-zawodowego z list FN/FJN/PRON w gremiach kierowniczych PZPR. Posłami zostawali kandydaci z tzw. miejsc mandatowych. Oficjalne dane na temat frekwencji wyborczej w wyborach do Sejmu PRL w latach 1952–80 oscylowały między 94 a 99%.

„Uczestniczący w peerelowskich wyborach obywatele przypieczętowywali jedynie formalnie – w myśl zachowania pozorów demokratyzmu – decyzje podejmowane wcześniej w strukturach partyjnych, gdzie projektowano podział sejmowych ław i rad zarówno pod względem politycznym, jak i społeczno-zawodowym. Bezwzględną większość mandatów w Sejmie (w różnych kadencjach od 255 do 261) zawsze obejmowali przedstawiciele PZPR, ponad 100 – członkowie Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, około 50 – Stronnictwa Demokratycznego, a resztę tzw. bezpartyjni, w większości współpracujący z władzami (choć od lat 50. do połowy lat 70. swoją reprezentację sejmową miały także niezależne, choć działające legalnie środowiska katolików świeckich spod szyldu „Znak”). Określoną ilość foteli sejmowych (w myśl tzw. klucza) musieli zawsze zajmować robotnicy, nauczyciele, kobiety, członkowie organizacji młodzieżowych itd. Osoby pełniące najważniejsze funkcje partyjne miały natomiast zagwarantowane mandaty poselskie niejako ex officio” – czytamy na portalu historycznym dzieje.pl

Kandydaci na posłów zostawali dobierani z partyjnego decydowania i nie cieszyli się sympatią społeczeństwa. Ludność nie darzyła posła szacunkiem, a tylko się go bała, gdyż „dużo mógł”. O nastrojach społecznych świadczy anegdota, która opowiada, jak delegacja poselska podróżowała pociągiem przez kraj i na jednym z przystanków na wywieszonym transparencie z napisu „Witamy posłów” odpadła literka „p”. Dziwnym trafem nikt z witających tego nie zauważył i nie poprawił…

Parlamentarzyści - przodownicy

Trudno dzisiaj w ogromie nazwisk posłów odnaleźć tych, którzy wywodzili się z naszego miasta. Udało się ustalić że posłem na Sejm pierwszej kadencji był Bernard Bugdoł, urodzony w Chropaczowie górnik. Sławę zdobył w okresie PRL jako przodownik pracy, który według ówczesnej socjalistycznej propagandy osiągał wyniki powyżej 500 procent normy. Pracował razem ze swoim bratem Rudolfem, również przodownikiem pracy. Ten prosty człowiek skorzystał z możliwości i w wieku 30 lat, w roku 1952, uzyskał tytuł inżyniera i „poszedł w dyrektory.” Nie wyszło to na dobre jemu i zakładom pracy, którymi kierował. Bugdoł był okre­ślany mianem „czerwonego burżuja,” przez pewien okres nosił broń palną i korzystał z ochrony „bezpieki”. Posłem był z ramienia PZPR od 20 listopada 1952 roku do listopada 1956 roku. Niczym się jako poseł nie wyróżnił, podnosił rękę przy głosowaniu tak, jak mu polecono.

Posłem w tej samej kadencji był inny przodownik pracy, a mianowicie Wiktor Adam Markiefka (nie mylić z Pawłem Markiefką) wywodzący się z Świętochłowic (rocznik 1901). Pracował jako górnik w kopalni „Matylda”, a następnie „Polska”, jednocześnie przed II wojną światową udzielając się jako zawodnik i działacz w klubie piłkarskim Śląsk Świętochłowice. W pierwszoligowym sezonie 1928 rozegrał 17 spotkań i zdobył 5 bramek. W 1930 jako gracz RKS Hajduki został dożywotnio zdyskwalifikowany po zaatakowaniu bramkarza 1.FC Katowice Jerzego Burka. Był jednym z najbardziej znanych przodowników pracy, przerabiając 577% normy (więcej od Bugdoła). W latach 1948–1952 był inicjatorem nowej formy współzawodnictwa pracy – długofalowego zobowiązania produkcyjnego. W latach 1952–1956 piastował mandat bezpartyjnego posła na Sejm (drugi w historii piłkarz, po Władysławie Krupie).

Wiąże się z nim anegdota, że znany był jako zagorzały kibic Ruchu Chorzów. Jemu podobno przypisywano to, że za jego sprawą Gerard Cieślik po powołaniu do wojska nie został zabrany z Ruchu Chorzów do Legii Warszawa.

Tylko jedna posłanka...

Zatem mieliśmy po wojnie jednego posła partyjnego i jednego bezpartyjnego. Potem była „posucha”. Dopiero w czasach bardziej nam współczesnych posłem (poprawniej posłanką) została Aleksandra Gramała (rocznik 1970), córka świętochłowickiego działacza PZPR. Ta absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego była posłanką na Sejm IV kadencji. W Sejmie zasiadała od 19 października roku 2001 do 18 października 2005 roku. Pracowała w Komisji Ustawodawczej. Uzupełnijmy, że wcześniej (od 1994 do 2000 roku) pracowała w Urzędzie Kontroli Skarbowej w Katowicach. Pod koniec lat 90. była radną i wiceprezydentem Świętochłowic (za czasów prezydentury Ludwika Kożucha). Uzyskała w 2000 roku uprawnienia radcy prawnego, po czym została zatrudniona w Urzędzie Miejskim w Sosnowcu. Posłanką była z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Sejm Śląski

Czy byli jeszcze inni posłowie z naszego miasta? Nie wiem, być może Czytelnicy dopowiedzą. Za to wiemy, że byli posłowie w Sejmie Śląskim. Pierwszy Sejm Śląski funkcjonował w latach 1922–1929. Zasiadało w nim dwóch świętochłowiczan. Byli to socjaliści: Antoni Czajor (z Lipin) i Stanisław Mańka (z Piaśnik).

Drugi autonomiczny parlament obradował przez kilka miesięcy 1930 roku. Z Świętochłowic zasiadali w nim: przedstawiciel mniejszości niemieckiej Johann Kompalla (z Chropaczowa) i komunista Józef Wieczorek (z Lipin).

Trzeci Sejm Śląski to okres od późnej jesieni 1930 roku do wiosny 1935 roku i był bez udziału świętochłowiczan.

Kadencja czwartego regionalnego parlamentu trwała od września 1935 roku do wybuchu drugiej wojny światowej. W tej kadencji było dwóch mieszkańców naszego miasta: Paweł Kubik (z Świętochłowic) i Józef Trojok (urodził się w Królewskiej Nowej Wsi koło Opola, lecz mieszkał w Chropaczowie).

Witold Marcoń, zajmujący się śląskimi posłami do Sejmu Śląskiego, przeanalizował wszystkie ich wystąpienia, obecności na sesjach i inne aktywności i tak podsumował ich działania: „wszyscy przedstawieni posłowie świętochłowiccy uważali, że zadaniem jednoizbowego autonomicznego Sejmu Śląskiego było uchwalanie takich ustaw, które regulowały życie dzielnicy śląskiej w ramach państwa polskiego we wszystkich dziedzinach przekazanych w statucie organicznym, jak też baczenie na wszystkie czynniki, które składały się na całokształt życia gospodarczego, kulturalnego i społecznego. Tak pojęta praca lokalnego parlamentu prowadzona w harmonii mogła przynieść pożytek Górnemu Śląskowi i państwu polskiemu w dwudziestoleciu międzywojennym.”

(map)

czytaj więcej: